Rok 2019/2020 w Pamiętniku Hetmańskiego Mundurka

Wrzesień 2019

1 września – mocne postanowienie – będę pisać, może nie codziennie, ale zawsze coś ciekawego może mi się przytrafić. Babcia mówiła wiele razy – pisz, styl ci się poprawi, a przy tym dowiesz się wiele o świecie, ale też i o sobie…

Obudziłam się w samo południe, przerażona, że zaspałam i to pierwszy raz do nowej szkoły. Ale mi ulżyło, gdy mama powstrzymała mnie przed wyjściem z domu w piżamie – przecież to niedziela. Dobrze… jutro też pośpię dłużej, bo mam do szkoły dopiero na 15…nie, nie do szkoły, tylko do TDK – dlaczego tam? Chyba w szkole się nie zmieścimy przy podwójnym roczniku…

2 września – już wiem, czemu TDK – tradycja prawie od 30 lat! Było zdecydowanie uroczyście, wzniośle, ale i radośnie. A przy tym każdy (z pierwszej klasy) mógł znaleźć się na scenie (marzyłam – jako dziecko – o byciu aktorką, ale trema by mnie zżarła!). Dobrze, że wszyscy pierwszacy wychodzili razem, całymi klasami. Bałam się, że po wyczytaniu nazwiska każdy będzie przedstawiany pojedynczo….Uffff… mam to już za sobą. Nie wiem, koło kogo stałam, komu ściskałam rękę (albo kto mi). Nawet nazwiska wychowawczyni nie zapamiętałam, tak się stremowałam. A co przysięgałam, to wie tylko prowadząca uroczystość… Padało dużo mądrych słów, zapamiętałam jedno – jesteśmy dłużnikami świata (o tym długu ekologicznym muszę gdzieś jeszcze poczytać!), a w Hetmanie mamy być dalEKOwzroczni! Ciekawe, jak?

3 września – dużo nas było na Mszy w klasztorze, a jeszcze więcej w szkole. Jak się tu odnajdę? Jakoś jednak trafiłam do właściwej klasy, a nawet usiadłam w jednej ławce z J…, którą znam od przedszkola. Nie będziemy mogły się nagadać… Klasa wydaje się sympatyczna, choć zdaje się, że wszystkich rozsadza energia. Nowe miejsce, nowi ludzie, nowe pomysły. Babcia mówiła: Nie bój się, idź do przodu, korzystaj z możliwości i spełniaj swoje marzenia! Coś w tym jest!

Chyba zacznę lubić historię (w podstawówce były nudy na pudy – nie wiem, skąd takie określenie, powtarzam to, co słyszałam), bo lekcja w zamku nie była szeregiem pustych dat, a wzrok Hetmana czułam wybitnie na sobie… genialny człowiek jak na swoje czasy. Czy każdy taki może być?

4 – 6 września – czas szybko płynie, zbyt szybko (a w szkole tak często mi się dłużyło czekanie na dzwonek)… bo tak fajnie było na obozie. Nawet nie myślałam, że Roztocze może mi się spodobać (miałam 5 z geografii, to przynajmniej wiedziałam, gdzie jadę). Pierwszy raz widziałam tłoczenie oleju, nie spamiętałam wszystkich zwiedzanych obiektów, ale utkwiła mi kaplica na wodzie (czy może Kaplica na Wodzie?)… Najważniejsze, że się zintegrowaliśmy – wiem, KTO jest KTO (KIM?). Nawet nie podejrzewałam, że tyle w nas talentów – śpiewają, grają, tańczą, nawet i ja. Nasza bitwa farbami i przedstawienie grupy (choć nie do końca tak, jak chciała wychowawczyni) wypadło całkiem nieźle. W domkach może trochę i chłodno, ale rozmowy gorące…i jedzonko pyszne.

9 września – pierwszy dzień z lekcjami według planu. Ogarnęłam, gdzie i co mam. Zapowiadają nawet, że będzie można kupić kalendarz, by wiedzieć, co czeka mnie każdego dnia poza lekcjami. Może sprezentuję go Babci, by wiedziała, jak żyje moja Szkoła! Na wychowawczej czytaliśmy „Dym” – smutna historia, płakać mi się chciało.

13 września – piątek 13 i do tego kot mnie minął w drzwiach do szkoły, ale nie czarny 🙂 – tylko jedna kartkówka z… Zachęcali mnie starsi koledzy, by pójść na mecz tenisa. Ponoć zawodniczki KTS Siarka Tarnobrzeg są mistrzyniami Europy. Jakoś tego jeszcze nie poczułam. A po całym tygodniu muszę się ogarnąć, a w zasadzie ogarnąć przekazywaną wiedzę – nikt dotychczas mnie nie nauczył, jak robić notatki, jak się w ogóle samemu uczyć. Zapytam Babci, jak ona to robiła. Przecież za jej czasów nie było telefonu, komputera, Internetu…jak można było to przeżyć?

16 września – kupiłam kilka podręczników w szkolnej altance. Choć jeszcze nie do końca wiem, czy zostać na biol-chemie, czy przenieść się na mat-fiz. Zdecydowanie chętnie idę na WDŻ, religię i EDB…

19 września – rano sprzątanie świata, tzn. tego małego tarnobrzeskiego zakątka nad Wisłą. Potem parę lekcji i program profilaktyczny. Nie wiedziałam (wiem, że nic nie wiem – kto to powiedział, może dowiem się na łacinie?), że mam w sobie „tygrysa” i mogę go oswoić. Jak i gdzie znaleźć swój „skarb”? Czy płynę w dobrym kierunku? Szybko czas zleciał… nie żałuję, ale lekcje też bywają ciekawe.

Tata późno wrócił z wywiadówki. Poszedł po raz pierwszy i stwierdził, że choć było długo (jakieś dodatkowe zebranie), to może chodzić – wychowawczyni jest ok. Ale mama powiedziała, iż następnym razem sama sprawdzi, co się w tej szkole dzieje. Na razie sprawdziła e-dziennik. Nie jest źle z ocenami!

20 września – jestem ekologiczna, kupiłam kubek. A po kawę chodziłam 3 razy… smaki nieziemskie! Sejmik serwował, nawet fajne chłopaki…

Nauczyciele podają terminy kółek – chciałabym chodzić na wszystkie, nawet do dyrektora (raczej Dyrektora), którego się trochę boję, ale cenię za dowcip i wiedzę… legendy krążą, że… przysnęło mi się i nie wiem, co teraz z tych hetmańskich legend „między bajki włożyć”.

23 września – wieczór autorski ominęłam szerokim łukiem (kto to widział w sobotę do szkoły chodzić?), ale już dziś żałowałam, gdy opowiadali na holu, jak superancko było. Widziałam 2 numery Biblioteczki Hetmana (pozostałe wiszą w gablotce)… może i ja bym coś napisała lub narysowała? Bo niczego nie skomponuję, słoń mi na ucho nadepnął – mama przekonała się o tym po roku odprowadzania mnie do szkoły muzycznej. Ale słuchać lubię…mogliby na długiej przerwie puszczać jakąś muzyczkę…

24 września – historia chodzi za mną bardzo nietypowo. Najpierw ten Patron, teraz rocznica wybuchu II wojny światowej. Dziadek mówił, że nie poszedł wtedy do szkoły – a ja dowiedziałam się dzisiaj, jak wyglądał wrzesień 1939 r w Tarnobrzegu. Gościu, który o tym opowiadał, był niesamowity… nie wiem, jaki był wynik gier planszowych, prezentowanych na sali. Pewnie przegraliśmy, bo tak we wrześniu było… Zapamiętałam jednak, że trzeba o tych wydarzeniach pamiętać, okazywać szacunek innym i jednocześnie dbać o pokój. Muszę popytać więcej dziadków, jak to się kiedyś żyło.

25 września – na francuski nie chodzę, ale „bon jour”, „merci” potrafię powiedzieć. A nawet zaśpiewać z innymi „Comment ca va”. Podsłuchałam na holu, jak wspominali majową wycieczkę do Paryża. A my gdzie pojedziemy?

26 września – nie uwierzyłabym, gdyby ktoś mi wcześniej powiedział, że będę dobrze się bawić na szkolnym koncercie. W niczym to nie przypominało moich szkolnych przedstawień! Naprawdę byłam pod wrażeniem – dekoracji, głosów, aranżacji… Wakacyjna podróż z dworca do Kansas City, Malibu, New Yorku, Warszawy czy do Hawany… ależ głosy mają niektórzy! Mury prawie chciały runąć przy „Awignonie”. Zobaczyłam swoje koleżanki i kolegów w innej odsłonie. Nikt mi w domu nie chce wierzyć, że można miło spędzić czas, śpiewając razem z nauczycielami, dyrekcją…zabiorę następnym razem rodziców, bo dla Babci może być za głośno, ale jej by się pewnie ten koncert podobał. Nawet tę słabszą ocenę z…, którą dostałam rano, jakoś przeżyłam (w SP nie zeszłam poniżej czwórki)… poprawię…

28 września – czasu mi brakuje na pisanie, kiedy muszę odrobić wszystkie zadania. Dobrze, że dziś sobota. Wczoraj zostałam po lekcjach, by obejrzeć „Morderstwo w Orient Ekspresie” – tyle razy czytałam ulubiony kryminał, myślałam, że tylko obejrzę, a tu niespodzianka – angielski w filmie i na żywo. Nawet nie wiem, kiedy się wciągnęłam, szukając odpowiedzi na „who”, „when”, where”, „why”… Gdyby Babcia znała angielski, to zabrałabym ją następnym razem. Może będzie jakiś kurs językowy dla starszych? A może sama ją trochę pouczę? Ona mnie przecież uczyła czytać.

30 września – już niczego nie zmieniam, przynajmniej na ten semestr. Zostaję w mojej klasie. Tym bardziej, że dziś, w Dzień Chłopaka, było tak wesoło…

Październik 2019

3 października (czwartek) – Straszne, przerażające wizje otrzęsin gnębiły nas wszystkich… nawet myślałam, jak się wykręcić. Niby głowa mnie boli, może palec stłukłam?? Babcia stanowczo powiedziała – „idź, przecież starsi Cię nie zjedzą, a Twoi koledzy i koleżanki liczą na Twój udział” 😉 Poszłam. Przygotowaliśmy z klasą ciekawą prezentację, zatańczyliśmy… wyraźnie było widać, kto jaki kraj przedstawia… Grecja, Hiszpania, Brazylia, Korea, Indie… powinniśmy byli wygrać!!! Fajnie się bawiliśmy, a najlepiej nam wyszedł wspólny taniec. Tylko za szybko się skończyło, ale przynajmniej dziś nie było lekcji o 7.10.

9 października (środa) – Że warzywa i owoce mają ogromne wartości, to wiem od dawna. A poza tym lubię jabłka, gruszki, śliwki… zdecydowanie bardziej niż owoce egzotyczne. Na długiej przerwie była wspaniała uczta owocowo-warzywna, przygotowana przez Sejmik. Kiedy tak piłam owocowy koktajl, przypomniało mi się, że na polskim było o stworzeniu świata i o tej nieszczęsnej jabłonce w Edenie… Gdzie był ten raj? Przecież nie w Polsce! A w Egipcie czy w Ziemi Świętej chyba jabłka nie rosną?

10 października (czwartek) – Dziś popołudniu było kilka imprez kulturalnych. Nie wiedziałam, co wybrać. Na Zamku Dzikowskim miało miejsce spotkanie z Mają Komorowską, świętującą Jubileusz 80 urodzin. Bardzo ją lubię, ale musiałam wybrać. Do Zamku wysłałam więc Mamę, która wróciła z autografem. Babcia z kolei poszła do Biblioteki Miejskiej, bo ma sentyment do ojca Leona Knabita, a benedyktyńskie „ora et labora” powtarzała mi nie raz. Ja zaś dołączyłam na Placu Bartosza Głowackiego do uczestników IV Biegu Solidarności z Osobami Chorującymi na Schizofrenię i pobiegłam 5,5 km. Nie stanęłam na podium, moim koleżankom poszło dużo lepiej, ale cieszę się, że pobiegłam, solidaryzując się z innymi.

11 października (piątek)Świętowaliśmy Dzień Edukacji Narodowej. Zawsze myślałam, że to tylko Dzień Nauczyciela, a to także i moje święto. Tu w Hetmanie okazało się, że nawet uczeń może dostać nagrodę dyrektora. Czy warto się starać? Mogłabym zgłosić się do Sejmiku? Też bym potrafiła przygotowywać różne imprezy, robić plakaty. Wychowawczyni ucieszyła się z naszych kwiatów i z misia, który jej daliśmy.

14 października (poniedziałek) – Dzień bez szkoły, bez lekcji… szkoda.

17 października (czwartek) – Guten morgen, Guten Tag, danke – wydawało mi się, że tylko tyle wiem z niemieckiego, bo się go nie uczę. Ale w quizie byłam dobra, gdyż kojarzyłam różne fakty z kultury, na muzyce też trochę się znam („Sonaty Księżycowej” Beethovena mogłabym słuchać na okrągło). Dostałam pierniczka. Żebym z fizyki tak coś więcej czaiła… bo tu może być kartkóweczka. Za to na kółku matematycznym same ciekawostki. Dowiedziałam się, że rok 2019 jest jubileuszowym rokiem matematyki, a ponadto wiele informacji o wybitnych polskich matematykach – Stefanie Banachu, Franciszku Leji, Wacławie Sierpińskim i ich naukowych osiągnięciach. Wspaniałe portrety zrobiła moja koleżanka, prawie takie, jak podziwiam w sali nr 17.

18 października (piątek) – Podczas długiej przerwy odbył się mini koncert na rzecz chorej sześciolatki Zuzi. Spodobała mi się ta inicjatywa Sejmiku i to, że potrafiliśmy się zorganizować, by pomóc chorej dziewczynce. Zebrano około 2 tys. złotych.

21 października (poniedziałek) – Znów coś ciekawego na lekcji wychowawczej. Bardzo fajnie opowiadał jakiś Pan o Smarkatej, rzeczce, która jest gdzieś niedaleko nas. Widać, że człowiek żyje swoją pracą, że bardzo mu zależy na tym, by ten teren był chroniony. Piękne widoki, zwłaszcza z góry. Rzeczka malowniczo się kręci, a barwy drzew, pokazane w różnych porach roku, są niesamowite. Niczym na jakiejś fototapecie. Może wybralibyśmy się z klasą, rowerami?

23 października (środa) – Pozbyłam się kilku niepotrzebnych ciuchów i zyskałam fantastyczną bluzkę, a to wszystko dzięki temu, że „w Hetmanie jesteśmy dalEKOwzroczni”. Sejmik znów podjął fajną inicjatywę, organizując Swap Ciuchowy. Można było oddać niechciane ubrania i „upolować” coś dla siebie.

25 października (piątek) – Byłam po lekcjach na spotkaniu z absolwentami, którzy umiejętnie łączą pracę ze swoimi pasjami, pracują zagranicą i podróżują po całym świecie. Na Noc Filmową za to nie poszłam, bo nie lubię przerażających filmów. „Ptaki” Hitchcocka to nie horror, ale jakoś nie chciałam psuć sobie humoru po miłym dniu (dostałam dziś kilka dobrych ocen– z biologii, a nawet z matmy). Zapisałam się ponadto na obóz narciarski i na olimpiadę z anglika. Poćwiczę w domu podczas weekendu.

28 października (poniedziałek) – Dziś Samuraje konkurowali z latami 80-tymi. Zafascynowała mnie japońska kultura, zwyczaje (nawet herbaty nie parzy się u nich tak prosto, zalewając wrzątkiem – to cały ceremoniał), a zwłaszcza honor wojowników. Lata 80-te to z kolei młodość moich rodziców. Wygrzebałam jakąś maminą kieckę i nie wyróżniałam się wśród innych.

31 października (czwartek) – zaczynam myśleć o jutrzejszym dniu Wszystkich Świętych. W Polsce jest to bardzo nostalgiczne święto, a powinno być radosne, jak pokazywali dziś uczący się hiszpańskiego – El Dia los Muertos. Kolorowe i radosne twarze, tańczące korowody, kwiaty, wstążki – tak w Hiszpanii okazuje się wdzięczność za doznane dobro tym, których nie ma już wśród żywych. U nas Zaduszki są takim szczególnym dniem pamięci o bliskich zmarłych. Znam tych, co już odeszli… dziadek, sąsiadka, córeczka znajomych rodziców. Są też profesorowie Hetmana, którzy uczą chyba w innej rzeczywistości. Wybiorę się na cmentarze, a w Zaduszki na „Dziady” na miechocińskiej nekropoli (tylko nie wiem, czy trafię, bo na starym cmentarzu jeszcze nie byłam).

Listopad 2019

7 listopada – znów fajna inicjatywa Sejmiku „Dzień chleba i kanapki”. Można było sobie zrobić darmowe super śniadanko (swoje kanapki, wzięte z domu, chyba oddam ptaszkom), ale też przy tym pogadać z innymi osobami i nie tylko o jedzeniu, ale też o tym, co w Szkole. Przejmujemy się i przeżywamy bardzo, że musimy przygotować Jasełka. Jakiś pomysł na to mamy…

8 listopada – ruszyliśmy dziś na EKOrajd do dzikowskiego parku. Zdziwiłam się bardzo, że tak wiele ludzi przybyło spoza szkoły. Widać, że wielu osobom zależy na tym, by chronić naszą Planetę. Niby niewiele, kilka posadzonych drzewek, a może to dobry przykład dla innych? Zwolnieni z teorii – nic mi to nie mówiło, ale wieczorem weszłam na stronkę i zobaczyłam, jak wiele ciekawych rzeczy można zrobić wraz z innymi młodymi ludźmi. Zapomniałam zajrzeć do sali 23, by pożyczyć „Mitologię”, będę musiała pójść do biblioteki w mieście.

11 listopada – wybrałam się z Babcią na cmentarz żołnierski, by zapalić lampki, tym którzy walczyli o to, byśmy żyli w wolnym kraju. Ciekawe tablice na tym cmentarzu – Józef Sarna, obrońca Tarnobrzega we wrześniu 1939, symboliczne groby poległych na Wschodzie, Hieronim Dekutowski, zamordowany już po wojnie. To były bardzo trudne czasy, mówiła babcia, zwłaszcza dla tych, którzy chcieli widzieć wolną Polskę, a nie pod jarzmem sąsiadów. Dla ich rodzin, dzieci, które nigdy nie poznały swych ojców, dziadków, wujków. Nie miałam o tym pojęcia.

12 listopada – dziś świetna akademia „Dobre, co polskie” na obchody Rocznicy Odzyskania Niepodległości. I wspaniały występ szkolnego chóru!! Uczniowie nie wstydzą się śpiewać z nauczycielami (albo i odwrotnie). Z części oficjalnej dowiedziałam się paru nowych rzeczy. Nigdy bowiem nie słyszałam o profesorze Ulamie, matematycznym geniuszu od amerykańskiej bomby jądrowej, czy Krystynie Krahelskiej, której rysy podziwiamy w twarzy warszawskiej Syrenki.

15 listopada – aż 30 uczniów z mojej szkoły dostało stypendia i nagrody Prezydenta Miasta Tarnobrzega. To rzeczywiście wyjątkowe osoby w naszym małym mieście, a wcale nie rzucają się w oczy w Szkole. Nie obnoszą się ze swoją wiedzą i sukcesami. Nawet jeden pomógł mi w rozwiązywaniu zadania, gdy siedziałam na holu i ślęczałam nad równaniami… Na korytarzu pojawiły się nowe kosze pomagające w segregowaniu śmieci. Zawsze mam wątpliwości, czy karton po soku wyrzucać do papieru czy do plastiku. Może się w końcu nauczę?

18 listopada – kampania reklamowa do Sejmiku trwa. Fajne fotki i hasła. Oby udało się je zrealizować w szkolnym życiu. Na wychowawczej mówiliśmy o prawach dziecka – nauka to nie tylko obowiązek, to także moje prawo do nauki, rozwoju i wypoczynku.

21 listopada – tyle strachu przed wywiadówką, a tymczasem całkiem dobrze wypadłam. Mama (tym razem ona chciała poznać się z wychowawczynią) była ze mnie zadowolona, choć, według niej, mogłabym mieć wyższą średnią jak w podstawówce, gdzie piątki i szóstki dostawałam z łatwością. Dużo informacji przyniosła o planach na najbliższy czas, obozie w ferie, terminach kółek (bardzo tego dużo, a ja jeszcze nie mogę do końca się ukierunkować).

23 listopada – wczoraj wystrzałowa „Noc Chemików, Biologów i Fizyków”. Poszaleli chemicy, pod kierunkiem fajnej nauczycielki pokazali super doświadczenia (mieszały się kolory, masy, coś kipiało, wybuchało, mroził sztuczny lód). Dziewczyny od biologii też sprawnie przedstawiły wpływ stresu na sałatę, a dźwiękami czarowali fizycy. Hol pękał w szwach. Dużo było ludzi spoza szkoły, dorosłych, a nawet małych dzieci. Nie wiem tylko, czemu tak mało było osób z mojej klasy, przecież nam się to kiedyś przyda. A dziś siedzę i tworzę prezentację na polski. Ta mitologia to jakieś dziwne bajki… a tak mi się podobały, gdy w dzieciństwie opowiadał mi Babcia.

25 listopada – głos swój oddałam na wybraną kandydatkę do Sejmiku i nawet przeszła. Myślę, że wiele będę mogła pomóc przy organizacji imprez. Dużo się dzieje w szkole poza nauką – szachiści awansowali do rejonu, szczypiorniści też dobrze wypadli, ktoś ma swoją wystawę fotografii. Chór będzie teraz ćwiczyć kolędy. A nawet o stypendium Rady Szkoły mogą ubiegać się nie ci, co mają najlepsze oceny, tylko ci, którzy najbardziej żyją szkołą i dla szkoły.

28 listopada – we wtorek był Dzień Rosyjski z pięknymi ujęciami filmowymi Moskwy i Sankt Petersburga z lotu ptaka oraz z nastrojową muzyką w wykonaniu tych, którzy uczą się języka rosyjskiego. W środę poszłam na dyskotekę z andrzejkowymi wróżbami, a dziś mecz tenisa chyba sobie odpuszczę, bo nikt z klasy nie idzie. Ale za to pójdę jutro na film w ramach „35 mm historii”, bo historię i historyków akurat lubię.

Grudzień 2019

4 grudnia – w ramach działań wolontariatu przygotowaliśmy paczki dla dzieci z Domu Dziecka w Skopaniu. A ile radości było, gdy je tam dostarczyliśmy! Pojechało nas ponad 10 osób, a oczekujących było prawie 50. Z pędzących sań Mikołaja wypadły jakieś prezenty, ale w efekcie końcowym wszyscy zainteresowani zostali obdarzeni. Smakowała szarlotka i gorąca herbata, a najważniejszy był uśmiech na twarzach dzieci, chęć do wspólnego śpiewu i rozmowy o różnych sprawach.

5 grudnia – wystartowałam w Memoriale Pływackim, choć bez większych efektów. Niestety nie znałam profesora, na cześć którego odbywa się ta impreza, ale chyba był dobrym człowiekiem, skoro tyle miłych słów o nim się mówi. Warto jednak było się zmierzyć nawet z własnymi ograniczeniami i tym panicznym lękiem przed wodą, który mam od dziecka.

7 grudnia – wróciłam wczoraj z Krakowa i padłam. Tak ekscytujące były Mikołajki na wyjeździe. Poznawałam Kraków w inny sposób niż dotychczas z rodzicami – super gra miejska po Salwatorze i wokół Wawelu. Moja grupa była jedną z przodujących w wykonaniu skomplikowanych zadań. Dobrze radziliśmy sobie i z angielskim i z mapą. „Van Gogh. U bram wieczności” był może i ciekawy, ale po długim chodzeniu i obfitym obiadku trochę mi się przymykały oczy.

12 grudnia – przedwczoraj drugie klasy były na Uniwersytecie Medycznym w Lublinie. Koleżanka opowiadała, jak interesujących słuchała wykładów nt. HIV, AIDS, narkotyków, a zwłaszcza podobały się jej zajęcia anatomiczne. Ciekawe, czy w przyszłym roku i my będziemy mogli tam pojechać? Podobne problemy były dziś przedstawiane podczas przygotowanego przez nas programu „Contra nałogom”. Uzależnić można się od wielu rzeczy, nie tylko od używek i hazardu, ale też od cukru, zakupów, a nawet pracy.

13 grudniaHerbata i herbatniki – znowu jakaś ciekawostka przygotowana przez Sejmik. Te akurat uwielbiam przy dobrej książce i pod kocykiem. Choć najlepiej w domowym zaciszu, to jednak i w szkole może być przyjemnie. O dziwo, popołudniami też coś w szkole się dzieje. Aktywnie ćwiczy chór, słychać ich z daleka, humaniści przygotowują jasełka, modelarnia działa na poddaszu, a w salach grupy uczniów przygotowują się do olimpiad. Na stronie coraz więcej informacji o awansach do etapów okręgowych, m.in. olimpiad z j. angielskiego, chemii, geografii, informatyki, a nawet ekonomii i prawa. Jeszcze nie jestem w stanie się przygotować do takiego startu, ale powoli…. Jak to mówi babcia: „wszystko ma swój czas”. O szkolnych sportowcach też słychać, że awansowali… siatkarze czy koszykarze, sama nie wiem.

16 grudniaDzień w Bluzie Hetmańskiej – super to wygląda, gdy wszyscy mamy podobne stroje i przyznajemy się do tego, skąd jesteśmy. Panoramiczne zdjęcie pokazuje, jak jesteśmy różni, ale łączy nas wiele, nie tylko ubiór. Choćby ekologia. Musimy patrzeć w przyszłość i myśleć o środowisku. Torbę z ekologicznym żółwiem kupiłam mamie, będzie mieć miłą niespodziankę, bo zamiast kilku toreb wystarczy jej jedna. Wpadam powoli w panikę przed semestralnymi egzaminami… a jak nie podołam? Średnie na pierwszy semestr mam dość wysokie, choć niższe niż w podstawówce.

20 grudnia – egzaminy i po egzaminach. Nie było tak źle, a nawet wydaje mi się, że dobrze mi poszło. Dziś za to Szkolny Opłatek z „Opowieścią wigilijną” i Scroogem. Historia niby znana, a jakże inna. Podziwiam tych, co na pamięć nauczyli się długich tekstów. A jeszcze bardziej podziwiam śpiewających w chórze, zwłaszcza, że sama nie mam dobrego głosu. Niespodziankowy świąteczny teledysk też ładnie zaprezentował wokalne talenty. Piękne życzenia usłyszałam dziś od wielu osób. Dyrektor apelował, by nauczyć się żyć obok siebie, spędzać z sobą czas, rozmawiać, a nie tylko wgapiać się w ekran telefonu. Wielu życzyło mi spełnienia marzeń i wytrwałości w drodze do celu. Oby to wszystko się spełniło! A na koniec dnia zbierałam podpisy od kolegów, którzy rozwiązywali zadania z konkursów matematycznych i wydali je w formie zbiorku zadań. Dobra pomoc na przyszłość, zwłaszcza, że zależy mi na matematyce.

24 grudnia – lubię rodzinną Wigilię. Najpierw jest sporo zamieszania, bałagan w kuchni, a w pokoju strojenie świątecznej choinki. Ale potem same pyszności na stole, ciepłe życzenia, wspomnienia dziadków i śpiewanie kolęd. Różnie nam to wychodzi, ale śpiewać każdy może…

30 grudnia – tyle w tym roku wolnego, że nie wiem czasem, co z sobą zrobić. Dobrze dłużej pospać, poczytać, pogadać ze znajomymi. Wpadliśmy na fajny pomysł przebieranego Sylwestra. Mam nadzieję, że wyjdzie. Sprawdziłam oceny w e-dzienniku. Dobrze mi poszły egzaminy i koniec semestru też będzie ok. Już trochę tęsknię za szkołą…

Styczeń 2020

1 stycznia 2020 – Nowy Rok rozpoczął się super! Udana impreza, ludzie na poziomie, zabawni, przebrani. Poszaleliśmy na parkiecie, pogadaliśmy o różnych rzeczach, nie obyło się bez komentarzy nt. szkoły… co się komu podoba. Mam jakieś postanowienia na przyszłość, ale czy coś z tego wyjdzie, sama mam wątpliwości.

3 stycznia – te dwa dni w szkole bardzo szybko minęły. Dobrze, że można było jeszcze poprawić oceny. Obejrzałam swoje prace z egzaminu – taką totalną głupotę strzeliłam, że sama się dziwię. Babcia by powiedziała: „i po co było się śpieszyć. Mogłaś sprawdzić!” Wieczorem wróciłam do szkoły na koncert. Gdyby nie koleżanka z podstawówki, która występowała, to pewnie bym nie poszła (ileż można słuchać tych samych kolęd!). I żałowałabym ogromnie, bo koncert był przewspaniały! Wykwintna muzyczna kolacja, jak to ktoś powiedział… i to nie tylko kolędy. Chodzą za mną słowa:

Wybudujemy wieżę… wierzę, wierzę, wierzę
Choć różne słowa, różny kolor skór
Na horyzoncie nieba w pozaziemskiej sferze
Nad pasmem gór, Gdzieś pośród chmur.
On nas usłyszy, gdy powiemy słowo… WIERZĘ.”

9 stycznia – praktycznie już po I semestrze nauki, średnią mam 5…, ale okazuje się, że wiele osób w mojej klasie ma wysokie noty. Widać, że ludziom zależy… Mama będzie zadowolona po dzisiejszej wywiadówce. A co poza tym w szkole? Dobre wieści – w ogólnopolskim rankingu mamy złotą tarczę. Chyba nie ma się co dziwić, co rusz na stronie pojawiają się informacje o kwalifikacjach do kolejnych etapów olimpiad. A i matury dobrze wypadły… o swojej jeszcze nie myślę (mój rocznik to eksperyment, więc pewnie i egzaminy takie będą). Ruszyło też dużo projektów pozanaukowych. EkoRajd odbył się w listopadzie, w grudniu było „Twarzą w twarz” (nie miałam problemu, by spełnić swe zadanie i porozmawiać z kimś starszym). Inne akcje też zapowiadają się ciekawie; będzie „Hejtnahejt”, „Phone OFF”… i ja w coś się włączę.

12 stycznia – stałam z puszką, zbierając na WOŚP. Ludzie mają jednak otwarte serca. Chcemy przebić poprzednie zbiórki. Jutro, po zliczeniu wszystkich akcji, okaże się, czy nam się udało. Jutro też wyjeżdżamy na Białą Szkołę do Małego Cichego czy Głośnego… w każdym razie na Podhale, gdzie jest śnieg i zima.

15 stycznia – nie mam czasu pisać, nie mam czasu dzwonić. Mama się złości, że mało się odzywam. Cały dzień na stoku. Pogoda dopisuje, słoneczko cieszy od rana. Zima w górskim klimacie ma swoisty urok. Popołudniami zawsze coś się dzieje, to film, to wczoraj chata góralska w Murzasichlu, a dziś kulig… coraz lepiej też poznaję swoje koleżanki i kolegów. A przede wszystkim nie boję się jeździć.

21 stycznia – w końcu mam czas pospać, poczytać, spotkać się ze znajomymi. Szkoda tylko, że rodzinka ma inny termin ferii i nigdy nie możemy razem wyjechać. Zostają tylko weekendy. Czekam już na powrót do szkoły.

27 stycznia – początek semestru, a ja chora. Nie pomogły domowe metody i babcine syropki. Będę musiała nadrabiać, jeśli ostro wystartujemy z lekcjami.

30 stycznia – wróciłam i trafiłam na fajne wyjście do biblioteki. Przekonałam się, że czasem warto mieć nałogi, a chodzi mi o nałóg czytania. To nie tylko zabija czas, ale przede wszystkim daje poznać inne życie, by wiedzieć, w jakim kierunku się zwrócić, jaką przyszłość sobie zaplanować. Na razie muszę nadrabiać te 3 dni nieobecności.

31 stycznia – gdyby nie strona internetowa, to nie wiedziałabym, jak wiele osób odnosi olimpijskie sukcesy – z biologii, chemii, anglika, polaka, z historii jakieś rekordy osób, matematycy liczą i liczą… Popołudniu znów coś fajnego, w ramach „35 mm literatury” film „Marsjanin”. Nie lubię fantastyki, ale mogę powiedzieć, że było fantastycznie. Everywhere I go, I’m the first…

Luty 2020

2 lutego – jakże przedziwna i wyjątkowa data 02.02.2020 – 33 dzień roku, do końca którego pozostało 333 dni (jest to rok przestępny – nie wiem, czemu w dzieciństwie mówiłam „przestępczy”). Jak doczytałam, taki zestaw nazywa się palindromem, bo zapisuje się go tak samo od tyłu i od przodu. Poprzedni taki palindromiczny dzień wypadł dawno temu 11.11.1111, a kolejnego już nie doczekam, gdyż będzie to 12 grudnia 2121 roku.

4 lutego – w szkole inna lekcja niż zazwyczaj. Odgrywaliśmy sąd nad Antygoną (pozostałe pierwsze klasy też ponoć mierzyły się z wyrokiem dla bohaterki). Szkoda mi dziewczyny. Chciała dobrze, a źle skończyła. Nie było jej dane cieszyć się miłością, szczęściem rodzinnym. Utwór Sofoklesa ma ponad 2 tysiące lat, a problematyka jakże współczesna… wystarczy popatrzeć na programy emitowane w TV. Babcia mówi, że kiedyś było inaczej, może trudniej, ale jakoś ludzie byli bardziej z sobą zżyci. A teraz mamy różne czaty, fejsy, instagramy, a jesteśmy jakby z dala od siebie…

7 lutego – kibicowałam startującym w Turnieju Tenisa o Puchar Prezesa. Pierwszoklasiści okazali się na medal, tj. zdobyli wszystkie możliwe medale. Potyczki były bardzo emocjonujące. Od początku kibicowałam zwyciężczyni, podziwiając jej zapał i pasję. W ogóle w moim roczniku jest wiele zdolnych osób, jedni odnajdują się w olimpiadach i konkursach, a niektórzy poza szkołą realizują swoje marzenia. Jedna z koleżanek śpiewa w broadwayowskim musicalu, inna mierzy się z żaglami i jest mistrzynią regat, kogoś fascynuje robienie zdjęć albo gra w amatorskim teatrze.

12 lutego – dobrze, że w naszej szkole możemy różnie się ubierać, choć świetnie też, że identyfikujemy się z Hetmanem przez bluzy i koszulki. Ostatni tydzień minął pod znakiem rewii mody. Na hiszpański mogliśmy przyjść w piżamach, strojach założonych jakby prosto na koncert rokowy albo w eleganckich kreacjach prawie z Paryża. Wszyscy zaś, w ramach dni tematycznych, paradowaliśmy w jeansach/dżinsach. Choć nie zostałam największą dżinsówą (?), to i tak dobrze się bawiłam.

14 lutego – tropiciele serduszek skutecznie szukali po szkole słodkości, poczta walentynkowa sprawnie działała, miłych i ciepłych słów nie brakowało, a to wszystko przy okazji Hetmańskich Walentynek. Największe wrażenie jednak zrobił na mnie wieczorny koncert słowem, obrazem i dźwiękiem. Nie ukrywam, że jestem bardzo uczuciowa, a piosenki o miłości wywołują we mnie pozytywne wibracje (tylko nie te Zenkowe hity!). Może i mnie ktoś pokocha, nawet jeśli będą mówić, że to nie jest miłość… can you feel the love tonight. Ciekawe jak jutro wypadnie studniówka tegorocznym maturzystom?

21 lutego – ciężki to był tydzień, minął pod znakiem powtórek, sprawdzianów i kartkóweczek. Czasu na pisanie nie miałam, ale jakoś się ogarnęłam. Miłym przerywnikiem były spotkania z absolwentami – lekarzem, chemikiem, biotechnologami. Wszyscy powtarzają, iż trzeba wiedzieć, co się chce robić w przyszłości. A jeśli ja jeszcze nie potrafię się określić? Mój wybór rozszerzeń daje mi kilka możliwości. Ale może przede mną taki zawód, którego jeszcze nie ma? Dobrze, że w tym wszystkim mogłam pocieszyć się super smacznymi hetmańskimi pączkami. Znikały szybciusio świeżutkie, pachnące i pyszne. Dziś natomiast bawiliśmy się językiem polskim w ramach Międzynarodowego Dnia Języka Ojczystego. Oj przedziwna ta nasza mowa! Niektórych słów sama nie rozumiem. Skąd się wzięły takie np. hacele, hufnale, checze i lawaterze? Ale czy to mi się do czegokolwiek przyda?

28 lutego – tydzień zaczął się od gier planszowych, a skończył „35 milimetrami historii”. Pierwszymi zaraziła mnie kiedyś babcia, ucząc ruchów w warcabach, a potem szachach. Historia to z kolei konik dziadka… byłby dumny, gdyby wiedział, jak wzruszył mnie „Pearl Harbor”. Romantyczna historia wpleciona w bieg wojny – w ten sposób mogę się uczyć tego przedmiotu, tak przedstawione fakty szybciej bowiem zapadają w pamięć. Na przyszły tydzień zapowiedziane są rekolekcje – coś dla ducha, a także finał ekologicznej akcji – to natomiast dla dobra naszej planety. A wiosna tuż, tuż i gdyby nie natłok informacji o COVID19, to byłoby całkiem przyjemnie…

Wio­sna w kwiet­niu zbu­dzi­ła się z rana,
Wy­szła wpraw­dzie tro­szecz­kę za­spa­na,
Lecz zaj­rza­ła we wszyst­kie za­kąt­ki:
– Za­czy­na­my wio­sen­ne po­rząd­ki… (J. Brzechwa)

2 marca – rozpoczęły się szkolne i dominikańskie rekolekcje. Prowadzą siostry z Mokrzyszowa, opiekujące się niepełnosprawnymi chłopcami. Kościół pełny uczniów, a byli nawet nauczyciele i dyrekcja (chyba nie po to, by sprawdzić obecność?)… biegliśmy później szybciutko między kroplami deszczu pod pomnik Bartosza na finał akcji „Nakręcamy EKO”. Z inicjatywy Hetmaniaków stanął nietypowy nakrętkomat – wielkie ogromne serducho, do którego każdy może wrzucić niepotrzebne nakrętki. Mamy dwa w jednym – postawę proekologiczną (segregacja śmieci) i jednocześnie serca otwarte na potrzeby innych. A nawet i trzy, czyli jeszcze oddziaływanie na inne osoby z tego samego miasta… Zapomniałabym przy tym o „Biegu tropem pamięci” dla uczczenia Żołnierzy Wyklętych. Jednym z nich był Hieronim Dekutowski, przy ulicy jego imienia mieszkają moi dziadkowie. 1963 m zaś miała trasa biegu dla upamiętnienia roku, w którym zginął ostatni niepodległy partyzant Józef Franczak.

5 marca – na stronie pojawił się filmik promujący kółka zainteresowań. Znalazły się na nim zajęcia w modelarni, a nawet i nasza grupa teatralna. Muszę pokazać babci, by zobaczyła, że idę w jej ślady.

9 marca – ależ fajne wypadł Dzień Kobiet w klasie i w szkole! Miłą niespodzianką był koncert w wykonaniu mężczyzn – największe owacje zdobyli panowie nauczyciele, którzy, recytując wierszyki, okazali swą sympatię płci pięknej. A w klasie było i kwiatowo i słodko.

11 marca – od jutra nie ma lekcji?? Kiedy rano szłam do szkoły, nie spodziewałam się, że jutro będzie inaczej. Media co prawda trąbią o powiększającej się ilości osób zarażonych koronawirusem, ale nie myślałam, że będzie dotyczyć to i nas… Chiny są tak daleko. Dyrektor zrobił nam wcześniej spotkanie, mówił o zachowaniu roztropności, ale jeszcze wtedy nikt nie wiedział, że od jutra nie ma szkoły… Jak to będzie???

12 marca – wstałam jak co dzień, ale jest zupełnie inaczej. Niby nie muszę się śpieszyć, niewiele mam zadane… zerkam na stronę, bo aż uwierzyć nie mogę, że nie idę do szkoły… Przeglądnęłam sobie informacje ze strony. Dużo dobrych informacji o awansach do olimpiad i konkursów, m.in. z matematyki, chemii, historii, a nawet i psychologii. Nasz kolega będzie też reprezentował Tarnobrzeg w Konkursie „Ośmiu Wspaniałych”. Na razie nie wiadomo, co dalej ze szkołą. Czatuję z kolegami i koleżankami, mam więcej czasu dla siebie, na czytanie, napiszę zaległą rozprawkę, ale to wszystko jakieś dziwne…

20 marca – dziś online były pierwsze zajęcia z anglika. Fajnie było zobaczyć klasowe towarzystwo. Każdy miał coś do powiedzenia i nie wstydził się mówić o sobie po angielsku. Czułam się jakbym brała udział w jakiejś ważnej konferencji. Wychowawczyni też do nas pisała wiadomości na Messengerze, a z matematyki dostaliśmy materiały do pomocy przy rozwiązywaniu zadań… jutro Dzień Wiosny i nikt nie pójdzie na wagary. Ale za to będę paradować w kolorowych skarpetkach, solidaryzując się z chorymi na Zespół Downa. Mam jeszcze z przedszkola taką fajną koleżankę Anię, która wygląda trochę inaczej, ale jest niesamowicie miła i sympatyczna…

26 marca – nie miałam weny do pisania, ale od dziś wracam do swojego pamiętniczka… W końcu coś normalnego, czy lekcje według planu. Na razie od 9 do 13, a potem ewentualnie coś do odrobienia. Zoom szybko opanowaliśmy, połączenia nie zrywało się, ale po 40 minutach lekcja się skończyła… Gadamy i tak ze sobą na czatach i wymieniamy się informacjami. Nigdzie nie można wychodzić. Jedyne, co widzę, to świat za oknem. Z babcią rozmawiam przez telefon… ponoć nawet w czasie wojny można było chodzić po mieście do godziny policyjnej, a teraz siedzimy niczym w klatkach. Do kościoła też chyba nie pójdziemy w święta.

Kwiecień 2020

1 kwietnia – prima aprilis – a tu nawet ani słowa, że może epidemia się kończy. Coraz więcej ludzi jest zarażonych, kilkanaście zmarło. U babci kwarantanna, bo ktoś do klatki wrócił z zagranicy. Wśród chorujących są nawet osoby z Tarnobrzegu.

4 kwietnia – na hetmańskiej stronie pojawiły się odczucia dyrektora i nauczyciela. Bardzo trafnie ujął to, co się aktualnie dzieje. Nie ma szkolnych imprez, ale widzimy się i słyszymy, lekcje toczą się w dobrym tempie. Chyba niewiele szkół robi tak jak u nas. Od koleżanek wiem, że w większości mają dużo zadane. Współczuję przede wszystkim maturzystom i ósmoklasistom, bo oni ciągle nie wiedzą, co z egzaminami. Nie chciałabym być na ich miejscu. Ciekawe, co będzie z rekrutacją do szkół. My mieliśmy w zeszłym roku „przechlapane”, ale oni mają chyba jeszcze gorzej…

7 kwietnia – ciekawe akcje można podejmować przez Internet. Wzięłam udział w akcji #CONTRA19!, wylosowałam „Uratuj LATO” i rozesłałam przez fb linki promujące warszawską cukiernię pani Krysi (może dotrę tam latem). Ważne, by zamienić problem na cel, nie narzekać. Na stronie mamy dużo podpowiedzi. Mogłabym zrobić zdjęcie na konkurs Sejmiku „Widok z okna”, bo sama raczej niczego nie narysuję. Przeglądam portrety z galerii jednego ze starszych kolegów, a nawet zainteresowały mnie symulacje molekularne.

11 kwietnia – dziwny był ten Wielki Tydzień. Nawet nie myślałam, że zatęsknię za kościołem. Co innego patrzeć przez TV, a co innego być samemu w świątyni. Czas składać świąteczne życzenia, na odległość przez telefon, Internet… oby wiara i nadzieja trwały w nas.

22 kwietnia – wzięliśmy udział w Wirtualnym Festiwalu CEO – Dzień Ziemi. Niektórzy tworzyli memy promujące ekologię, inni obmyślali wynalazki, które pomogłyby Ziemi. Trzeba zrobić coś dla ratowania świata… Wbrew pozorom czas epidemii może i dobrze wpłynie na środowisko, mniej zanieczyszczeń w powietrzu, w glebie… Martwi mnie tylko ilość plastiku w śmietnikach, porzucane beztrosko rękawiczki i zwiększone zużycie prądu.

27 kwietniamaturzyści zostali pożegnani wirtualnie przez Sejmik i przez Nauczycieli. Fajny plakacik pojawił się ze zdjęciami naszej Kadry życzącej absolwentom powodzenia. Pojedyncze klasy też złożyły podziękowania wychowawcom i kadrze za 3 lata (a niektórzy nawet za 6) spędzone w Hetmanie. Biorący udział w olimpiadach pewnie żałują, że nie mieli w tym roku szansy na tytuł laureata, a może nawet na udział w zmaganiach międzynarodowych.

W nowym planie trochę więcej lekcji, w codziennej rzeczywistości więcej swobody. Włączę się chyba do „histomaniaków”, promując wojenne wspomnienia z rodzinnych stron dziadków. Najważniejsze jednak, że paraliżujący lęk o życie, o przyszłość został jakby opanowany.

Maj 2020

1 maja – nowy miesiąc i nowe nadzieje na poprawę pandemicznej sytuacji. Dobrze, że można już chodzić do lasów i parku. Wszędzie czuć wiosnę. Nawet strach przed zachorowaniem nie jest w stanie zasłonić odradzającego się życia. W końcu można też się rodzinnie spotykać. Babcia dziś opowiadała i pokazywała zdjęcia z pochodów pierwszomajowych. Świętowanie w czasach komuny dziwi mnie teraz tak, jak pustki w kościołach.

4 maja – kasztany kwitną, maturzyści czekają, a egzaminów nie ma. Trochę zamieszania było z tym, czy są dziś lekcje czy mamy wolne. Matury odwołano, ale jakoś brakło pewności co do lekcji. Niby zrozumiałe, że wolne dni dyrektorskie mają jakąś podstawę i że mogą się zmienić. Pewnie wolne będzie w czerwcu? Gonimy z lekcjami, więcej ich niż miesiąc temu, ale mniej niż na początku semestru. Na niektórych przedmiotach to nawet fajna taka forma zdalna, ale tam, gdzie trzeba dużo liczyć, to ciężko i nauczycielom i nam. Testy online wypadają całkiem pozytywnie, a prace projektowe z języków dają duże możliwości.

9 maja – w Internecie szaleją challenge. Bawi wstawianie zdjęć z odległych czasów (moje najstarsze to tuż po urodzeniu) oraz odtwarzanie znanych dzieł sztuki – scen z obrazów, instalacji artystycznych. Bezbłędne są „kobieta z wachlarzami” i „dziewczyna z perłą”. Niektórzy mają wenę do poezji, inni zaczynają prowadzić „zapiski z czasów pandemii”. Ciekawe, co z tego wyjdzie. Coraz bardziej tęsknię za szkołą, za spotkaniami w klasie, z przyjaciółmi twarzą w twarz a nie przez kamerkę. Chyba po tej pandemii nic już nie będzie takie samo.

12 maja – wczoraj był w kalendarzu dzień bez śmiecenia. Dużo tych inicjatyw ekologicznych we współczesnym świecie. Sama zwracam teraz uwagę na oszczędzanie wody i segregację śmieci. Nawet widzę pozytyw tej epidemii – mnie zanieczyszczeń w powietrzu, wodzie. Ale w to, że delfiny pływają pod Wenecją, to już nie uwierzę.

14 maja – ciekawe były „lekcje z Temidą”. Prawo to ważna rzecz, a jego nieznajomość, jak zapewnia babcia, tylko może zaszkodzić. Dużo dowiedziałam się o tym, gdzie szukać odpowiednich przepisów i pomocy w różnych sytuacjach. Jako klient sklepu mam wiele praw, wbrew temu, co wciskają niektórzy sprzedawcy, gdy nie chcą przyjmować zwrotów. O szerzącym się w Internecie stalkingu nawet nie chcę wspominać. Ile przykrości może spotkać niewinną osobę, to wie tylko ten, kto sam doświadczył złych słów od osób zionących nienawiścią. Coś trzeba z tym robić! Nie można pozostać obojętnym.

15 maja – gdzieś mi mignęło, że drużyna KTS została Mistrzem Europy, powtarzając swój sukces sprzed roku, a jeden z kolegów wygrał online konkurs modelarski. Podziwiam cierpliwość i precyzję przy dopracowywaniu szczegółów modeli statków, ja nawet w szafie porządnie nie potrafię poukładać.

18 maja – na szkolnej stronie pojawiło się zestawienie sukcesów w olimpiadach i konkursach. Trochę pechowy ten rok, gdyż w większości nie odbyły się finały, ale i tak ilość osób startujących i plasujących się wysoko robi wrażenie. Poczytałam o zmianach w rekrutacji. Moja koleżanka wybiera się w tym roku do Hetmana i chyba będzie miała lżejszy start niż my przy ubiegłorocznym podwójnym roczniku.

26 maja – zestresowałam się dzisiejszym testem on-line. Ale o Dniu Mamy nie zapomniałam i zrobiłam miłą niespodziankę – kolaż z rodzinnych zdjęć. Zobaczyłam też na naszej stronie projekt o bliźniakach. W mojej rodzinie są dwie kuzynki i ciężko mi je odróżnić. Ciekawe, jak taki Dzień Bliźniaka wyglądałby w szkolnej rzeczywistości?

29 maja – po co komu łacina? Niby martwa, a jednak ciągle obecna w każdym prawie języku. Sentencje starożytnych do tej pory niosą ponadczasowe przesłania. Najważniejsze „dum spiro, spero” – póki oddycham mam nadzieję. Epidemia też kiedyś musi się skończyć, a nowa rzeczywistość może będzie tylko lepsza…

Czerwiec 2020

1 czerwca – dziś życzenia z okazji Dnia Dziecka dostałam od rodziców, cioć, wujków i oczywiście od babci, abym spełniła swoje marzenia. Jako dziecko nie spieszyło mi się do tego, by stać się szybko dorosłą. Moje koleżanki, mając lat 9, chciały mieć już drugie tyle. A ja wolałam mój mały bezpieczny świat. Na pewno nie zapomnę, jaką wielką troską była dla mnie sukienka nie w tym kolorze, co chciałam, złamany kwiatek, brzydki rysunek dla mamy, popsuty rower. Przejmowałam się, jakby to był koniec świata. Teraz zupełnie inaczej na to patrzę. Ciekawe, co będzie jak całkiem dorosnę? Mam wrażeni, że dorośli, którzy kiedyś byli dziećmi, szybko o tym zapomnieli.

4 czerwca – nie odbyła się akcja czytania „Jak nie czytam, jak czytam”, ale za to fajny tekst pojawił się na stronie, poświęcony Oldze Tokarczuk. Z babcią dyskutowałam o książkach naszej Noblistki. „Księgi Jakubowe” są dla mnie „za ciężkie”, ale tajemnicze morderstwa z „Prowadź pług swój przez kości umarłych” bardzo „wciągające”. A już „Prawiek i inne czasy” czytało mi się bardzo lekko, weszłam w tę książkę niczym w piękną baśń. Ale może to tylko odczucie niedoświadczonego czytelnika? Ma rację moja ulubiona autorka „Dzieci z Bulerbyn”, „bo jeśli raz przywykliśmy do tego, aby radość i pociechę czerpać z książek, to już się bez nich obejść nie potrafimy”.

7 czerwca – super podsumowanie zrobił ze swej działalności Sejmik i co ciekawsze, nie są to puste słowa. Sama mogę potwierdzić, bo brałam udział w prawie wszystkich akcjach (próbowałam kawy, owoców, chleba i kanapek, herbaty i herbatników, przebrałam się w babciną kreację z lat 80-tych). Jeszcze fajniejszy był filmik zachęcający do wyboru „Hetmana”, ale najfajniejsza piosenka od nauczycieli dla maturzystów. Mnie też ucieszyłby taki upominek. Dobrej pamięci i dobrych życzeń, jak mówi babcia, nigdy nie dość. A już rewelacyjnie, gdy idą za tym czyny. Matury tuż, tuż… a my mamy prawie tydzień wolnego. Ponadrabiam wszystkie zaległości. Oceny już mam prawie pewne i świadectwo z paskiem też.

12 czerwca – kibicowałam drużynie „Nakręcamy Eko”, która ostatecznie zdobyła „Brązowego Wilka”, nagrodę dla najlepszego szkolnego projektu w ramach „Zwolnionych z Teorii”. W ogóle to świetnie wypadli uczniowie „Hetmana” w tej społecznej olimpiadzie, na 74 miejscu w Polsce i 5 w województwie. Jeśli w przyszłym roku będą podobne projekty, to zaangażujemy się razem z klasą. Może coś teatralnego? Dziś polecano spektakle absolwentki szkoły SmarT.eatr na Instagramie. Na rozszerzeniu z polskiego była nawet mowa o „Decameronie” Boccaccia. Poczytam i obejrzę.

18 czerwca – dużo radości mieli matematycy z wyróżnień i bardzo dobrych wyników w „Kangurze”. Radość sprawiły również obrazki do „Pana Tadeusza” i skojarzenia pandemii z renesansem czy barokiem. A dyrekcja i nauczyciele pewnie cieszą się z rankingu Newsweeka, gdzie okazało się, że „Hetman” jest najlepszą szkołą na Podkarpaciu. Ta szkoła to był mój wybór i wygląda, że dobry. Mam tylko nadzieję, że od września wrócimy do budynków na Dominikańskiej. A przed nami wakacje… Gdyby nie to, że panicznie boję się wody, to wzięłabym udział w szkoleniu na stopień żeglarza jachtowego na szkolnej łódce „Sailhorse”. Odpuszczę jednak sobie tę akcję, choć byłaby to niezwykła okazja popływać po zamkniętym jeziorze. Kto wpadł na taki pomysł, by w sezonie robić remonty i modernizacje w tym najpopularniejszym latem miejscu?

26 czerwca – wreszcie spotkaliśmy się w szkole. W różnych co prawda miejscach były spotkania z wychowawcami, ale widzieliśmy się praktycznie wszyscy. Chłopcy na pewno podskoczyli wzrostem, dziewczyny mniej chichrały. Wszyscy wydawali się stęsknieni za sobą, wychowawczyni też nie ukrywała, że lekcje „na żywo” wychodzą dużo lepiej niż w wirtualnym świecie. Nie mogliśmy się rozstać…

30 czerwca – od soboty już mamy wakacje. Jak szybko minął ten pierwszy rok w „Hetmanie”! Zdecydowanie za szybko. Dziś kończy się głosowanie w konkursie „Piosenka w meloniku”. Bierze w nim udział tegoroczna absolwentka, która nieraz występowała na szkolnej scenie. Gdybyśmy zmobilizowali się tak jak ekipa do #Gaszyn Challenge, to byłaby na podium.